Przejdź do treści

Kupujesz grę czy tylko dostęp? Torres zapowiada „Power To The Players Act”

Kupujesz grę czy tylko dostęp? Torres zapowiada „Power To The Players Act”

Kupujesz grę, instalujesz ją i odkładasz na później. A kiedy wracasz, zamiast ekranu startowego czeka komunikat o wyłączonych serwerach. Ritchie Torres chce ograniczyć takie sytuacje za pomocą „Power To The Players Act”. Amerykański kongresmen zapowiedział przepisy, które miałyby chronić posiadanie kupionych gier i wymagać trybu offline przed zamknięciem obsługujących je serwerów. Jest jednak ważne zastrzeżenie: na razie mamy zapowiedź i opis założeń, a nie potwierdzony pełny tekst projektu ani nowe, obowiązujące prawo.

Co właściwie ogłosił Ritchie Torres?

Źródłem wiadomości jest komunikat biura Torresa z 15 października 2026 roku. Reprezentant 15. okręgu Nowego Jorku zapowiedział w nim, że przedstawi „Power To The Players Act”. Użyte w oryginale sformułowanie „will introduce” oznacza zamiar wniesienia projektu. To nie jest drobny szczegół językowy: zapowiedzenie propozycji i jej formalne złożenie w Kongresie to dwa różne etapy.

Według komunikatu ustawa miałaby nakazać Federalnej Komisji Handlu, czyli FTC, ustanowienie regulacji chroniących możliwość posiadania kupionych gier i dalszego grania w nie. Biuro kongresmena wskazuje trzy powiązane cele:

  • Zakup zamiast odwoływalnej licencji: kupienie gry miałoby dawać konsumentowi jej posiadanie, a nie wyłącznie licencję na granie.
  • Dalsze działanie po zamknięciu serwerów: gry z funkcjami sieciowymi miałyby otrzymać tryb offline przed wyłączeniem obsługujących je serwerów.
  • Przenoszenie i odsprzedaż: komunikat wymienia ochronę możliwości przekazywania i odsprzedawania kupionych gier.

Torres przedstawia to jako kwestię podstawowej uczciwości wobec kupujących. W komunikacie nazywa grę, którą firma może odebrać po odłączeniu infrastruktury, „wynajmem przebranym za sprzedaż”. To stanowisko autora propozycji, nie przyjęta przez Kongres definicja prawna.

Zapowiedź, nie gotowa ustawa. A co z poparciem?

W rozmowie z Kotaku, opublikowanej 15 października, Torres również mówił o planowanym wniesieniu projektu. Redakcja wyraźnie zaznaczyła, że propozycja musi jeszcze zostać formalnie przedstawiona w Kongresie. Kongresmen nie potwierdził przy tym współwnioskodawców ani poparcia ze strony republikańskich kolegów.

Do 19 października w sprawdzonych materiałach nie udało się potwierdzić numeru projektu, jego pełnego tekstu ani listy współwnioskodawców. Wyszukiwanie tytułu w wynikach dotyczących Congress.gov nie przyniosło takiej karty, a bezpośredni odczyt wyszukiwarki serwisu był zablokowany. Nie ma więc podstaw, by podawać formalne złożenie jako zweryfikowany fakt. Brak potwierdzenia nie jest też dowodem, że nikt poza Torresem nie popiera pomysłu.

Skąd zamieszanie? The Verge 18 października opisał inicjatywę jako projekt przedstawiony w Kongresie, ale odsyłał do tego samego komunikatu biura, zawierającego zapowiedź przyszłego działania. Dlatego bezpieczniej trzymać się źródła pierwotnego niż skrótu w medialnym nagłówku. Na tym etapie nie znamy również terminu głosowania ani wiarygodnych podstaw do oceniania szans na przyjęcie propozycji.

Tryb offline nie oznacza serwerów utrzymywanych wiecznie

Najbardziej konkretnym technicznie elementem zapowiedzi jest obowiązek zapewnienia trybu offline. W opisie biura Torresa nie ma nakazu bezterminowego finansowania serwerów przez wydawcę. Pomysł polega na tym, żeby gra mogła dalej działać, kiedy firma zakończy ich obsługę. To różnica między zamknięciem oficjalnej infrastruktury a zabraniem graczowi możliwości uruchomienia kupionego tytułu.

Nie wiemy natomiast, jak szczegółowo miałoby to wyglądać. Czy wystarczyłby ograniczony tryb dla jednego gracza? Co z produkcjami, których zasadnicza część rozgrywki odbywa się na serwerze? Czy regulacje obejmowałyby gry już sprzedane, czy dopiero przyszłe premiery? Sam komunikat nie odpowiada na te pytania.

Samuel Axon z Ars Technica zwraca uwagę, że architektura niektórych gier sieciowych może utrudniać przygotowanie takiego rozwiązania. To techniczna ocena dziennikarza, a nie potwierdzony wyjątek w proponowanych przepisach. Bez pełnego tekstu nie sposób uczciwie przesądzać o wykonalności ani skuteczności regulacji.

Podobnie jest z odsprzedażą. Biuro Torresa deklaruje jej ochronę, ale nie przedstawia mechanizmu przenoszenia cyfrowych egzemplarzy między kontami. Obietnica celu nie jest jeszcze instrukcją przebudowy sklepów. Przycisk „sprzedaj dalej” nie pojawił się właśnie magicznie w bibliotece.

NBA 2K25 pokazuje problem, ale nie zniknie w całości

Przykładem przywołanym przez kongresmena jest „NBA 2K25”. Warto zajrzeć tu do oficjalnego komunikatu pomocy technicznej 2K, zamiast poprzestawać na politycznym opisie. Gra ma zostać wycofana ze sprzedaży 30 października 2026 roku, a jej obsługa serwerowa zakończyć się 31 grudnia.

Od 1 stycznia 2027 roku niedostępne będą między innymi MyCAREER i MyTEAM, rozgrywka wieloosobowa oraz zdobywanie waluty VC. Jednocześnie 2K informuje, że dotychczasowi posiadacze zachowają możliwość ponownego pobrania gry i korzystania z trybów offline. Nadal mają działać Play Now, MyNBA, The W i MyWNBA, z wyłączeniem funkcji wymagających połączenia z serwerami.

Nie jest to więc zapowiedź całkowitego unieruchomienia „NBA 2K25”. Jest to zapowiedź utraty określonych, istotnych części gry. Rozróżnienie ma znaczenie: zakończenie sprzedaży, zamknięcie trybów sieciowych i całkowita niegrywalność nie są tym samym. W dyskusji o ochronie graczy łatwo wrzucić je do jednego worka, ale właśnie szczegóły pokazują, co faktycznie znika.

„The Crew” i Stop Killing Games: ten spór ma już historię

Znacznie dalej poszedł przypadek pierwszego „The Crew”. W ogłoszeniu z 14 grudnia 2023 roku Ubisoft poinformował o wycofaniu gry ze sklepów i zamknięciu serwerów 31 marca 2024 roku. Firma wprost uprzedziła, że po ich wyłączeniu tytuł przestanie być dostępny na wszystkich obsługiwanych platformach. Uzasadniała decyzję ograniczeniami dotyczącymi infrastruktury serwerowej i licencji.

Sprawa „The Crew” jest jednym z centralnych punktów działań Stop Killing Games. Kampania domaga się ochrony przed sytuacją, w której sprzedawana gra zostaje trwale unieruchomiona po zakończeniu wsparcia. Organizatorzy przedstawiają ten problem zarówno jako sprawę praw konsumentów, jak i zachowania gier jako części kultury.

Podobieństwo do zapowiedzi Torresa jest wyraźne: w obu przypadkach chodzi o możliwość dalszego korzystania z kupionej gry po wycofaniu się wydawcy. Nie oznacza to jednak, że amerykańska propozycja jest formalnie projektem kampanii albo że ma z nią identyczny zakres. Sprawdzone ogłoszenie biura kongresmena nie ustanawia takiej relacji.

Unia Europejska już odpowiedziała na inicjatywę graczy

Europejskiego wątku nie można dziś opisywać wyłącznie jako trwającej zbiórki podpisów. Według oficjalnego podsumowania Komisji Europejskiej inicjatywa obywatelska „Stop niszczeniu gier wideo”, czyli „Stop Destroying Videogames”, została przedłożona Komisji 26 stycznia 2026 roku z 1 294 188 zweryfikowanymi deklaracjami poparcia.

Organizatorzy spotkali się z przedstawicielami Komisji 23 lutego. Następnie 16 kwietnia odbyło się wysłuchanie publiczne w Parlamencie Europejskim, a 21 maja debata plenarna. Komisja przyjęła odpowiedź 16 czerwca 2026 roku. Mamy więc za sobą nie tylko zebranie poparcia, lecz także formalną odpowiedź instytucji.

Jej treść nie oznacza spełnienia głównego postulatu graczy. Komisja stwierdziła, że na tym etapie nie może zaproponować prawnego obowiązku utrzymywania możliwości grania po zakończeniu komercyjnego udostępniania gry. Zapowiedziała natomiast rozpoczęcie przed końcem 2026 roku rozmów z branżą i przedstawicielami konsumentów w celu opracowania kodeksu postępowania dotyczącego końca życia gier.

Wskazała też na istniejące zabezpieczenia w unijnym prawie konsumenckim, działania informacyjne i planowane przed końcem roku sprawozdanie ze stosowania dyrektywy o treściach i usługach cyfrowych. Oficjalna strona opisuje te działania jako zobowiązania Komisji, nie jako gotowy kodeks ani uchwalony obowiązek dodawania trybu offline.

To ważne także dla zrozumienia samej inicjatywy obywatelskiej. Jak wyjaśnia Komisja w opisie procedury, zebranie wymaganego poparcia nie zmusza jej do przedstawienia ustawy. Musi ona rozpatrzyć inicjatywę i odpowiedzieć, ale może wybrać działania inne niż legislacyjne. Liczba podpisów nie zamienia się automatycznie w nowy przepis.

Co z tego wynika dla graczy w Polsce?

„Power To The Players Act” to zapowiedź amerykańskich regulacji, nie zmiana prawa w Polsce ani w całej Unii Europejskiej. Sam komunikat kongresmena nie daje polskim graczom nowego prawa do trybu offline, odsprzedaży cyfrowej kopii czy odzyskania dostępu do wyłączonej gry. Nie ma też potwierdzonej deklaracji wydawców, że w związku z tą propozycją zmienią zasady działania swoich produktów na całym świecie.

Dla europejskiego odbiorcy konkretniejszym punktem odniesienia pozostaje odpowiedź Komisji: uznaje ona istnienie ochrony konsumenckiej, ale nie zapowiada obecnie postulowanego obowiązku zachowania grywalności. Nie należy więc wyciągać ani wniosku „gracze nie mają żadnych praw”, ani przeciwnego: „UE już nakazała ratowanie wszystkich gier”. Żaden z nich nie oddaje treści tego stanowiska.

Najbliższy sprawdzalny krok po stronie USA to ujawnienie pełnego tekstu i potwierdzenie formalnego wniesienia projektu, wraz z numerem oraz informacjami o poparciu. Dopiero wtedy będzie można ocenić, jak ustawodawca zamierza przełożyć hasło o posiadaniu gier na konkretne obowiązki. Na razie Torres zapowiedział kierunek zmian. Nie wręczył graczom klucza zapasowego do wszystkich wyłączanych serwerów.

Stan informacji: 19 października 2026 roku.

Jacek

Fan strategicznych gier komputerowych, Władcy Pierścieni i Więźnia Labiryntu! Stary od urodzenia.

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie artykuły