„Matrix 5” w 2029 roku? Co wiemy o kolejnej części
„Matrix 5” znów daje o sobie znać. W najnowszych doniesieniach pojawił się rok 2029 jako możliwy termin premiery, a nad scenariuszem nadal pracuje Drew Goddard. Do kupowania biletów jeszcze daleko, ale projekt pozostaje w planach. Tym razem seria ma po raz pierwszy trafić w ręce reżysera spoza duetu Wachowskich. Po dyskusjach, które wywołały „Zmartwychwstania”, trudno o bardziej interesujący moment na zmianę za kamerą.
„Matrix 5”: skąd wziął się rok 2029?
W opublikowanym 7 października 2026 roku przeglądzie projektów Warner Bros. przygotowanym przez Deadline piąty „Matrix” znalazł się w grupie filmów rozważanych do zatwierdzenia do realizacji. Przy tytule wskazano, że Goddard pisze scenariusz, a produkcja jest kandydatem do premiery w 2029 roku. To konkretna wskazówka, ale jej znaczenie łatwo przecenić.
Rok 2029 nie jest ogłoszoną datą premiery. Samo miejsce na tej liście nie oznacza też, że ruszyły zdjęcia albo że studio zatwierdziło już realizację filmu. Mamy projekt rozwijany z myślą o możliwym terminie. W Hollywood między taką notatką a pierwszym klapsem potrafi zmieścić się cała epoka.
Wcześniej, w liście do akcjonariuszy z 6 sierpnia 2026 roku, Warner Bros. Discovery wymieniało kolejnego „Matrixa” wśród filmów planowanych po 2027 roku. Październikowa informacja zawęża więc perspektywę, choć nadal nie daje gwarancji. Najuczciwiej mówić dziś o możliwej premierze w 2029 roku, bez dopisywania miesiąca i dnia.
Drew Goddard przejmuje serię. Co z Wachowskimi?
Sam pomysł piątej części nie narodził się w tym tygodniu. Warner Bros. ogłosiło rozwijanie filmu w kwietniu 2024 roku, powierzając Goddardowi scenariusz i reżyserię. Wówczas zapowiedziano również udział Lany Wachowski jako producentki wykonawczej. Według przytoczonej przez „Variety” wypowiedzi przedstawiciela studia to Goddard przyszedł z własnym pomysłem na dalszą historię tego świata.
To nazwisko daje powód do zainteresowania. Goddard napisał scenariusz „Marsjanina”, a „Dom w głębi lasu” współtworzył jako scenarzysta i wyreżyserował. Ma więc doświadczenie zarówno z widowiskiem science fiction, jak i z opowieścią, która igra z oczekiwaniami widza. Przy „Matrixie” obie umiejętności mogą się przydać, choć filmografia nie zastąpi dobrego pomysłu na konkretną kontynuację.
Tempo prac pozostaje ostrożne. W wypowiedzi dla Screen Rant przytoczonej pod koniec lutego 2026 roku przez ComicBook.com Goddard potwierdzał, że nadal pisze, i nie deklarował, kiedy skończy. Październikowy raport jest z tym zgodny: scenariusz wciąż powstaje.
Osobną kwestią jest stosunek twórczyń serii do nowego filmu. We wrześniu TheWrap opisało rozmowę Lilly Wachowski z KCRW. Reżyserka mówiła, że sama nie chce już wracać do tego świata, a Goddardowi zależy na przychylności obu sióstr. Dopuszczała, że przyjrzą się jego propozycji, ale sprawa pozostawała otwarta.
Nie wynika z tego ani powrót Wachowskich do reżyserii, ani informacja, że zablokowały projekt. Zapowiedziana funkcja producencka Lany, osobiste stanowisko Lilly i oczekiwana przez Goddarda akceptacja pomysłu to odrębne rzeczy. Łączenie ich w nagłówek o wielkim powrocie sióstr byłoby zdecydowanie przedwczesne.
Neo i Trinity wrócą? Tego wciąż nie potwierdzono
W sprawdzonych informacjach dostępnych do 12 października 2026 roku nie ma potwierdzonej obsady ani ujawnionego opisu fabuły. Nie wiadomo zatem, czy Keanu Reeves i Carrie-Anne Moss ponownie zagrają Neo i Trinity. Ich obecność na ilustracjach do wiadomości o filmie nie jest ogłoszeniem angażu.
Nie ma również podstaw, by przesądzać, że dostaniemy bezpośredni ciąg dalszy „Zmartwychwstań”, prequel albo restart historii z nowymi bohaterami. „Matrix 5” pozostaje wygodnym określeniem kolejnego filmu. Na razie nie zdradza, którą ścieżką Goddard zamierza wejść do symulacji.
Krótka powtórka: co zostawiła po sobie trylogia?
Uwaga: poniższe przypomnienie zdradza ważne elementy i finał pierwszych trzech filmów. Dalej omawiamy również założenie fabularne czwartej części.
„Matrix” (1999) zaczynał od Thomasa Andersona, programisty i hakera znanego jako Neo. Spotkanie z Trinity i Morfeuszem prowadziło go do odkrycia, że codzienna rzeczywistość jest symulacją podtrzymywaną przez maszyny. Historia przebudzenia łączyła pytanie o wolność z kinem akcji. W tym tkwiła siła pomysłu: każda niemożliwa akrobacja przypominała, że reguły oglądanego świata można złamać. Przypomnienie fabuły pierwszego filmu.
„Matrix Reaktywacja” (2003) rozbudowywał konflikt o zagrożony Syjon, coraz groźniejszego Smitha i rozmowę z Architektem. Podważał przy tym wygodną wizję Wybrańca, który po prostu pokona system. Rola Neo okazywała się wpisana w mechanizm kontroli, a jego wybór dotyczący Trinity komplikował przewidziany scenariusz. Dla przyszłej kontynuacji to ważniejsze dziedzictwo niż kolejna para przeciwsłonecznych okularów. Przypomnienie fabuły „Reaktywacji”.
„Matrix Rewolucje” (2003) przenosił ciężar na obronę Syjonu i próbę zakończenia wojny. Neo doprowadzał do pokonania Smitha i rozejmu z maszynami, poświęcając siebie. Finał pozostawiał świat, w którym możliwe stało się porozumienie dawnych przeciwników. Ten punkt dojścia przypomina również omówienie trylogii w „Time”.
„Matrix Zmartwychwstania”: skąd tyle sporów o czwartą część?
W „Matrix Zmartwychwstania” (2021) Thomas Anderson tworzy gry „Matrix”, a Warner Bros. domaga się następnej części. Film Lany Wachowski komentuje więc własny powrót i eksploatowanie nostalgii. Ten opisany w „WIRED” zabieg stał się ważnym punktem sporu.
Czy film skutecznie rozbraja mechanizm odgrzewania znanych historii, czy sam w nim grzęźnie? Kilka podpisanych recenzji dobrze pokazuje, dlaczego nie da się sprowadzić odbioru „Zmartwychwstań” do jednego zbiorowego werdyktu.
Nick Allen z RogerEbert.com oceniał film krytycznie. Zarzucał mu nadmierne opieranie się na dawnych scenach i emocjach, które widz ma przynieść z poprzednich części. Co ciekawe, chwalił zarazem widowiskowość akcji, zwłaszcza finałowego pościgu. Jego problemem był przede wszystkim sens ponownego uruchamiania tej historii, a nie całkowity brak efektownych momentów.
Adam Nayman w „Sight and Sound” doceniał przewrotną grę Wachowski z własnym dorobkiem i próbę odzyskania znaczeń, które narosły wokół serii. Jednocześnie uważał akcję za słabszą od poprzedników i wytykał przeciążony mitologią środek filmu. To ciekawy kontrapunkt wobec Allena: podobny zestaw elementów prowadził recenzentów do zupełnie innych ocen.
Angela Watercutter z „WIRED” widziała natomiast zaletę w samoświadomości filmu i jego rozmowie z odbiorcami, którzy od lat żyją tą serią. Powracające motywy odczytywała jako celową część komentarza do wpływu „Matrixa” na kulturę, choć dostrzegała ryzyko przesadnego puszczania oka do widza.
Do sporów o sam film dochodził kontekst dystrybucji. „Zmartwychwstania” trafiły w USA jednocześnie do kin i na HBO Max, a ich wynik kasowy był rozczarowaniem, co przypominało „Variety” przy zapowiedzi piątej części. Taki model premiery utrudnia traktowanie sprzedaży biletów jako prostego plebiscytu na sympatię widzów. Słabe wpływy i negatywne recenzje to różne miary.
Z tych opinii wyłaniają się dwa konkretne spory: o sens nostalgicznych powtórek i o to, czy komentarz do własnej marki wystarcza, by unieść kolejną opowieść. Nawet ocena scen akcji nie była zgodna. Dlatego piąta część nie startuje z prostym zadaniem „zrobić więcej tego samego”. Musi zdecydować, do jakiego doświadczenia chce zaprosić publiczność.
Czego potrzebuje „Matrix 5”?
Na poziomie oczekiwań najbardziej obiecująca wydaje się historia, która wykorzysta konflikt między wolnością a kontrolą do postawienia bohaterów przed nowym, trudnym wyborem. Można go opowiedzieć przez Neo i Trinity, można przez kogoś zupełnie innego. To propozycja kierunku, nie przeciek dotyczący scenariusza Goddarda. Sama zmiana obsady albo powrót znajomych twarzy nie rozstrzygną o jakości filmu.
Trylogia zostawiła świat zdolny do zmiany, a spór o „Zmartwychwstania” pokazał, jak różne rzeczy widzowie uznają za istotę serii. Dla jednych będą nią bohaterowie i ich relacja, dla innych niepokój związany z naturą rzeczywistości albo inscenizacja walk. Goddard będzie musiał nadać tym elementom wspólny cel. O sile przywiązania do filmowych światów pisaliśmy też przy okazji powrotu do „Powrotu do przyszłości”. Sentyment potrafi przyciągnąć do kina; nowa opowieść musi jeszcze uzasadnić kolejny seans.
Najciekawszą wiadomością o „Matrix 5” będzie więc ujawnienie pomysłu, z którym Goddard przyszedł do studia. Wtedy da się ocenić, czy ta seria znalazła nowe pytanie warte zadania. Do tego czasu rok 2029 można zapisać ołówkiem. Czerwoną pigułkę lepiej zostawić w spokoju, bo kalendarza premier raczej nie przyspieszy.
Stan informacji: 12 października 2026 roku. Ilustracja przedstawia kadr z „Matrix Zmartwychwstania” (2021), nie z powstającej piątej części. © Warner Bros., za BFI / Sight and Sound.