Czy Suzanne Collins znów to zrobiła? - recenzja „Wschodu słońca w dniu dożynek”

Wschód słońca w dniu dożynek to już piąta książka z cyklu Igrzyska śmierci, ponownie przenosząca nas do totalitarnego państwa Panem. Po nieudanym buncie trzynastu dystryktów przeciwko Kapitolowi zawarto tzw. Traktat Pokojowy, który ustanowił Głodowe Igrzyska – coroczne widowisko, podczas którego każdy z dwunastu ocalałych dystryktów musi wysyłać dwoje trybutów (chłopca i dziewczynkę w wieku od 12 do 18 lat), by walczyli na śmierć i życie.
Największym wyróżnikiem tej części jest skupienie się na 50. Głodowych Igrzyskach, zwanych Drugim Ćwierćwieczem Poskromienia. To właśnie wtedy, w ramach „specjalnej edycji” igrzysk, liczba trybutów została podwojona – zamiast 24 na arenie znalazło się aż 48 uczestników.

Młody Haymitch Abernathy – historia, której nie znaliśmy
Głównym bohaterem powieści jest szesnastoletni Haymitch Abernathy z Dwunastego Dystryktu. Mimo trudnej sytuacji materialnej wiedzie stosunkowo szczęśliwe życie – mieszka z matką i młodszym bratem, a każdą wolną chwilę spędza u boku ukochanej, Lenore Dove. Wszystko zmienia się diametralnie w dniu dożynek, gdy zostaje jednym z czterech trybutów wyznaczonych do reprezentowania swojego dystryktu.
Narracja prowadzona z perspektywy Haymitcha od razu ukazuje nam, jak bardzo różni się on od bohaterów poprzednich książek – Katniss Everdeen czy młodego prezydenta Snowa. Z jednej strony kieruje nim chęć ochrony bliskich, z drugiej – pragnienie buntu przeciwko Kapitolowi. Jest inteligentny, sprytny, ale też często zbyt pewny siebie i niedoceniający okrucieństwa swojego wroga. Ta mieszanka cech sprawia, że niejednokrotnie podejmuje ryzykowne decyzje, które prowadzą do dramatycznych konsekwencji.
Collins nie oszczędza swojego bohatera. Wschód słońca w dniu dożynek to opowieść pełna cierpienia, brutalnych rozgrywek i psychologicznych manipulacji, które stopniowo łamią Haymitcha. Wiele scen sprawia, że czytelnikowi zakręci się łza w oku, szczególnie gdy obserwujemy jego desperacką walkę o przetrwanie – nie tylko na arenie, ale i po powrocie do domu.

Droga do zgorzknienia – jak Haymitch stał się tym, kim go poznaliśmy
Osoby znające trylogię Igrzyska śmierci pamiętają Haymitcha jako cynicznego, zgorzkniałego alkoholika, którego jedynym zajęciem zdaje się być picie. Ta książka pokazuje, że jego nałóg nie jest wynikiem słabości, ale sposobem na przetrwanie po traumach, które przeżył.
Już w W pierścieniu ognia widzieliśmy nagrania z 50. Głodowych Igrzysk, w których Haymitch rzekomo egoistycznie doprowadza do swojego zwycięstwa. Jednak Wschód słońca w dniu dożynek pozwala nam spojrzeć na tę historię od innej strony – odkrywamy, jak wiele faktów zostało zmanipulowanych, przekłamanych lub wręcz całkowicie wymazanych przez Kapitol. To, co pokazano widzom, było jedynie wyreżyserowaną wersją wydarzeń, daleką od rzeczywistości. W ten sposób Collins doskonale ukazuje, jak potężną bronią jest propaganda w rękach totalitarnej władzy.
Najbardziej wstrząsającym elementem tej historii jest jednak los najbliższych Haymitcha. Jego próby buntu przeciwko systemowi nie zostają nagrodzone – wręcz przeciwnie, prezydent Snow mści się na nim, mordując jego rodzinę i ukochaną Lenore. To wydarzenie ostatecznie łamie Haymitcha, tłumacząc jego późniejszy cynizm, izolację i ucieczkę w alkohol.
Dodatkowe smaczki dla fanów Collins
Dla czytelników, którzy pokochali Balladę ptaków i węży, książka przynosi kilka interesujących nawiązań. Dowiadujemy się, że prezydent Snow, mimo upływu lat, nadal żywi obsesję na punkcie Lucy Gray Baird. Co więcej, poznajemy ostateczny los zwyciężczyni 10. Głodowych Igrzysk, co rozwiewa spekulacje fanów na temat jej przyszłości.
Miłośnicy trylogii również odnajdą tutaj wiele znajomych twarzy. Collins zręcznie wplata znane postacie w nową historię, tworząc spójną, rozbudowaną opowieść, która świetnie uzupełnia świat Igrzysk śmierci i pozwala nam lepiej zrozumieć motywacje bohaterów, których losy śledziliśmy wcześniej.

Podsumowanie – czy warto sięgnąć po Wschód słońca w dniu dożynek?
Collins po raz kolejny udowodniła, że mistrzowsko potrafi budować emocjonujące, brutalne i zarazem głęboko poruszające historie. Wschód słońca w dniu dożynek to książka pełna napięcia, zwrotów akcji i dramatycznych wydarzeń, ale jednocześnie stanowi świetne studium działania państwa totalitarnego oraz jego manipulacji. Pokazuje, jak trudna jest walka z opresyjną władzą i jak łatwo człowiek może stać się jej ofiarą.
To także opowieść o konsekwencjach wyborów – zarówno tych odważnych, jak i tych nierozważnych. Historia Haymitcha Abernathy’ego jest tragiczna, przepełniona bólem i stratą, ale też niezwykle wciągająca. Dla fanów serii to pozycja obowiązkowa, a dla nowych czytelników – doskonała okazja, by zanurzyć się w mroczny świat Panem.
Czy Suzanne Collins znów to zrobiła? Odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak